Radom 90.7 FM | Końskie i Opoczno 94 FM | Skarżysko Kam. 94.5 FM | Kozienice 97.9 FM
Na antenie:
POPOŁUDNIE PLUS RADOM
Wojtek Sałek, Magda Gliszczyńska
Patron dnia: św. Łukasz, Ewangelista              Dzisiaj Jerycho Rodzin w Parafii: Radom (Św. Łukasza)
Dziś jest: Poniedziałek, 18 października 2021

RADOM

82. rocznica agresji wojsk radzieckich na Polskę

czwartek, 16 września 2021 13:40 / Autor: Michał Kaczor
fot. Michał Kaczor/Radio Plus Radom
Michał Kaczor

17 września przypada 82. rocznica agresji wojsk radzieckich na Polskę. To jednocześnie też Światowy Dzień Sybiraka. Uroczystości odbędą się na cmentarzu przy ul. Limanowskiego.

Uroczystości na cmentarzu przy ul. Limanowskiego rozpoczną się o godzinie 10:00. Zostanie odczytany apel pamięci, a następnie złożone kwiaty przed pomnikiem w hołdzie więźniom politycznym okresu stalinowskiego i Sybirakom.

O godzinie 19:00 na cmentarzu odbędzie się "Droga Krzyżowa Męczeństwa Narodu Polskiego". Przygotuje ją Duszpasterstwo Wojskowe Garnizonu Radom.

- Serdecznie zapraszamy do udziału w tym wyjątkowym nabożeństwie o charakterze religijno-patriotycznym - zachęca ks. mjr Łukasz Józef Hubacz, proboszcz Garnizonu Radom.

 

17 września to także Światowy Dzień Sybiraka. Przypominamy rozmowę z Józefem Przybyłą, prezesem radomskiego oddziału Związku Sybiraków.

To było po Bożym Narodzeniu 1939 roku

- To są sprawy, których nie zapomina się, nawet jak osiągnie się pewien wiek. W liczbie 11 osób wywieziono nas. To było zaraz pierwszy dzień po Bożym Narodzeniu w 1939 roku. Weszło do mieszkania z kolbami dwóch żołnierzy - takich schnelle - długich ze spiczastymi czapkami - i było 20 minut na spakowanie się i posadowienie na saniach. Saniami jechaliśmy do Buczacza, a tam nastąpiło ładowanie do wagonu, zaryglowanie i to trwało ze trzy dni. Później był transport na Tarnopol i na Lwów. We Lwowie uformował się taki długi transport. Tam było może ze 100 wagonów, ciągniętych przez dwie lokomotywy - jedna na początku, druga na końcu transportu i tak jechaliśmy w głąb Syberii. Podróż trwała około miesiąca i zawieziono nas w las do tajgi i umieszczono w barakach drewnianych - mchem powykładane szpary, żeby nie wiało. Żadnych warunków sanitarnych nie było - opisuje podróż Józef Przybyła.

Pozostało nas tylko pięcioro

- Starsi zaczęli pracę w lesie przy wyrębywaniu i spławianiu drewna, a ci słabsi byli w domu. Racja chleba dla tych, którzy pracowali, wynosiła około 35 deko, a dla niepracujących i dzieci było 20. Tam mieszkaliśmy cztery lata. Z tej jedenastoosobowej rodziny pozostało nas tylko pięć osób - ja, siostra, matka i dwie ciotki - opowiada.

Polaków znowu zaczęto zabierać...

- Później przenieśliśmy się, bo już nie było komu pracować w lesie, około 150 kilometrów do najbliższego kołchozu. Matka już nie mogła sobie dać rady, bo ojciec zmarł w 1942 roku. Matka oddała nas do sierocińca i tam przebywaliśmy dwa lata. Później nastąpiło poruszenie. Polaków zaczęto znowu zbierać i ładować na stację w Kotłasie. Stamtąd wyruszyliśmy transportem znowu na tak zwane dożywianie w rejon Krasnodarski Kraj. To jest na południu Rosji. Podróż znowu trwała około miesiąca. Znaleźliśmy się w sowchozie im. Stalina. Tam praca rozpoczęła się przy tak zwianym przewinianiu zboża. Przeważnie kobiety, bo mężczyźni byli wszyscy na froncie. To trwało około 2 lat - mówi.

Po wojnie...

- Później w 1946 roku, pod koniec marca, znowu była pogłoska, żeby Polacy zbierali się i gromadzili na Kubaniu i wywieziono nas znowu takimi bykami-furmankami do samochodów i samochodami dotarliśmy do kolei. Tam wagony towarowe były podstawione i załadowano nas, ale wagony nie były już tak pilnowane, jak na początku, gdy wyjeżdżaliśmy na Sybir. Jechaliśmy przez Krym, Kijów, Lwów do Przemyśla. W Przemyślu staliśmy około trzech godzin i stamtąd transport było dzielony. Część wagonów pozostawała na miejscu, część na południe, na północ. Nas skierowano przez Tarnów, Kraków, Katowice, Gliwice , Nysę i Opole do Kłodzka. Tam, na dworcu w Kłodzku, byliśmy około 2 tygodni w wagonach. Dopiero po tym rozdzielono część wagonów. Część poszło na południe - w kierunku Międzylesia, część pojechała na południe na Jelenią Górę. Nas z Kłodzka przetransportowano do Ścinawki Średniej, a ze Ścinawki Średniej do Wambierzyc. Tam mieszkałem około 13 lat i tam ożeniłem się i do Jeleniej Góry. W Jeleniej Górze do 1962 roku, skąd po kilkunastu latach przenieśliśmy się - z uwagi na zdrowie najmłodszej córki - na Radom. To był rok 1975 - wspomina Józef Przybyła.

Zostało nas tylko 75

- Od tego roku mieszkam już na stałe w Radomiu. Jestem członkiem "sybiraków", a od 11 lat prowadzę Związek Sybiraków Oddział w Radomiu, który liczył wtedy - po reaktywowaniu w 1989 roku - 398 osób. Teraz zostało nas tylko 75 - kończy prezes Związku Sybiraków w Radomiu.